FANDOM


Delta – opowiadanie o tematyce fantasy. Występują tam elementy mitologii: rzymskiej i greckiej(oraz niektóre bóstwa Etiopów). Akcja przebiega kolejno w Portland (Oregon, USA), Nowym Rzymie (Minnesota,USA) i w Parku Narodowym Superior (Minnesota,USA). Tytuł jest póki co roboczy

PROLOGUE

- Ona nie może się dowiedzieć, Injakis...

Rozmigotane cienie tańczyły na ścianach, widocznych przez lekko uchylone drzwi. W pomieszczeniu trzaskał kominek, niemal zagłuszając rozmawiających. Co chwilę ochrypłe krakanie wzbijało się ponad głosy. Coraz bardziej naglące, szybsze głosy. Jeden cichszy - drugi głośniejszy... trzeci prawie niesłyszalny.

- Eahrrin, Buhtonee ma rhacje... - Mocny akcent zniekształcał i tak ledwo zrozumiałe słowa.

- Nie mamy pewności! On może już ją wzywać. - stwerdził kobiecy głos.

- Znam moją sistrzenicę. Gdyby coś się działo, wiedziałbym. Łączą nas więzy krwi -   lodowato odpowiedział jakiś mężczyzna.

- TY nie mah nis whpólnegho z Sheparrh'ami! - niespodziewanie głośno rozbrzmiał głos z akcentem.

- Bądź cicho! - nakazała kobieta z mocą. Przez chwilę panowała cisza, cudem nie zagłuszana przez trzask płomieni.

- Johanna i ja jesteśmy tej samej krwi, to logiczne, że w mojej krwi jest  krew jej córki. - oświadczył cicho mężczyzna. Cienie na ścianach pogłębiły się, kiedy gwałtownie gestykulował.  W odpowiedzi z czyjegoś gardła wydobył się narastający warkot.

- Krew to krew, Reven, wiesz o tym tak samo dobrze jak ja czy on - odparł znużony żeński głos. Zapanowała cisza.

- I tah to jus nie dłuho. - Cisza rozwiała się, gdy rozmowa ożyła - Sa pół rohu.

- Wtedy dostanie wybór. Tak. Nie. Wybieraj. Będzie musiała. - potaknęła kobieta.

- Wtedy. Nie wcześniej, Injakis. Nie wcześniej. - przypomniał mężczyzna.

- Eahrrin, nie mohresz. Dopiehro sa pół rohu.

- Co za różnica, kilka miesięcy wte czy we wte!

- Injakis, Rada mówi jasno: W Piętnastodzień będzie mogła zadecydować.

- Więc niech tak będzie.

- Tah się sthanie.  Eahrrin, Rradha dothymuje obiehnis.

- Nie zamierzam czekać oni chwili dłużej.

Capitolo primo: Sogni

Promienie słoneczne rozświetlały surowe wnętrze świątyni. Pozłocona posadzka odbijała światło, tworząc na ścianach żółtawe błyski. Jedynie w cieniu marmurowych kolumn nie pojawiały się lśniące kropki światła. Każdy kolor był niesamowicie wyraźny, żywy, wszystko się poruszało. Zmysły cudem rejestrowały każdy szczegół. Panowała cisza - słychać było biliony dźwięków. Dominowały złoto, biel i ecru - świat wokoło mienił się fearią barw i ich odcieni. Powietrze stało w miejscu, a jednak dało się wyczuć chyba wszystkie kadzidła świata. Na pierwszy rzut oka, panował niezmącony niczym ład. Na drugi - chaos nie miał sobie równych.

A po środku - on. Klęczał cieniu kolumnady, niemal niewidoczny. Chłopak na oko szesnasto-, może siedemnastoletni. Nosił coś w rodzaju śnieżnobiałej tuniki, przewiązanej pasem niebieskiego materiału. Zza jego pleców wystawały pierzaste skrzydła, zmasakrowane, połamane. Miał długie, bo aż do ramion, loki o barwie rudoblond, które całkiem zakrywały mu twarz. Chyba wpatrywał się w to, co przytrzymywało go w klęczącej pozycji. Kajdany. Z jakiegoś jasnego, prawie przezroczystego materiału. Promieniowały błękitnym światłem...

Nagle byłam gdzie indziej. Dziwny chłopak zniknął, wędrowałam ścieżką, a może płynęłam, sama nie wiem. Po chwili rozpoznałam to miejsce, śniło mi się już kilka razy. Odetchnęłam głęboko i przysiadłam na skale, żeby pozbierać myśli. Prawie zawsze śniłam ten las, a chwilę po tym się budziłam. Nigdy jednak nie mogłam go rozpoznać od razu, wspomnienia stopniowo napływały. Kiedy już się pojawiły, mogłam robić co chciałam. Wyobraziłam sobie tamtego blondyna. Czemu znów mi się śnił? Miałam niejasne wrażenie, że on wołał mnie, błagał o pomoc. Jakby mówił: "Proszę, uratuj mnie. Mój czas się kończy. Już niedługo... Pomóż mi.". Ale jak? - próbowałam wtedy pytać. Ale nie mogłam nic zrobić, byłam jedynie obserwatorem. Poza tym, jak miałabym mu pomóc? Istniał tylko w moich snach.


***

CDN


Ostrzeżenie Ostrzeżenie:
Kolejne części (po 2 akapity) umieszczę dopiero po pojawieniu się rozbudowanych komentarzy. Inaczej to bez sensu.
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.